poniedziałek, 17 grudnia 2012

Prezent od Niemca, czyli marzenie za grosz





Prezent od dziadka





   Wolfgang, rocznik 1925, kupuje Golfa (oczywiście TDI). Co raczej jasne, Volkswagen jest wyposażony we wszystko, włącznie ze skórzaną tapicerką i, jak to na statecznego dziadka przystało, osiemnastocalowymi felgami. Na potwierdzenie, że występuje coś takiego jak kryzys wieku późnego, nasz dziadek montuje sobie tłumik końcowy Remusa (z TÜV oczywiście) oraz delikatnie obniża i utwardza zawieszenie. Tak przygotowanym samochodem jeździ raz w tygodniu na zakupy do Würstlandu , co sobotę na spotkanie Koła Kombatantów (ach, te lubieżne spojrzenia kombatantek, kiedy parkuje swoje cudo... Lecą... - myśli staruszek za każdym razem.), a w niedzielę, für gesundheit, za miasto pospacerować z kijkami. Nasz kombatant raz na rok jedzie oczywiście do serwisu, by wymieniono mu połowę podzespołów, niezależnie od tego czy są zepsute, czy nie. Zostawia tam w kasie za każdym razem ponad tysiąc euro, ale ma tą bezcenną pewność, że jeździ autem bezpiecznym i sprawnym.      Po czterech latach, kiedy Volkswagen ma już przejechane trzydzieści osiem tysięcy kilometrów, dociera do naszego bohatera, że pojazd nie jest już nowy, że kurczące się grono koleżanek z czasów wojny, nie spogląda już na niego tak samo (może z wiekiem wzrok już nie ten...). Wystawia więc swój prawie nowy samochód (kupiony za dwadzieścia dziewięć tysięcy euro, plus pięć tysięcy koszty serwisowania), nie gdzie indziej, jak na "mobiledee" i "skauciedzwadzieściacztery" (nasz dziadzio jest przecież "oblatany" w obsłudze komputera i internetu - rząd zadbał o aktywizację seniorów, więc Wolfgang śmiga po sieci i nawet konta na serwisach randkowych posiada). Auto wycenił na trzy tysiące euro, bo przecież nie sztuką jest "bujać się" ze sprzedażą pół roku - sztuką sprzedać wóz w godzinę.
    Nawet ten rekord czasowy został pobity, ponieważ akurat w momencie zamieszczenia przez kombatanta ogłoszenia, przejeżdżający w pobliżu, wyposażony w "netbook za złotówkę" z dostępem do sieci za dwieście netbooków miesięcznie oraz Iveco z lawetą i najazdami, pan Tadeusz Nicniepuka z Wielkopolski, szukając w niemieckim necie "igiełki" na handel, wcisnął Ctrl+F5 i ... doznał olśnienia. Chwycił za telefon, wybrał numer do dziadka i drżącym głosem wydukał do słuchawki:
- Iś kaufe ain Golf, iś...ee... bin...aa.. cein minuten twój haus und iś kaufe...adresen... bite und fare cein minuten! Warten!
Po otrzymaniu adresu, ręką trzęsącą się z emocji i po sobotnich imieninach szwagra, wstukał w nawigację Spottpreisstrasse 10, zawrócił i pognał po chleb dla rodziny, niczym wicher.
    Na miejscu nasz pan Tadeusz "urwał" jeszcze trzysta euro, zapakował furę na lawetę i pojechał "nach Hause"
    Auto wystawił w ogłoszeniu za dwadzieścia tysięcy złotych, "plus opłaty". Cena okazyjna, z dopiskiem, "Igła po dziadku najtaniej REZERWACJA". Bo przecież nie sztuką jest "bujać się" ze sprzedażą pół roku - sztuką sprzedać wóz w godzinę.
    Po kilku minutach od wystawienia Golfa miał już pierwszy telefon. Po drugiej stronie odezwał się zestresowany głos. Kazimierz Szukaj, zrozpaczony faktem, że pewnie ta okazja, jak poprzednie, na oglądanie których wykorzystał już cały urlop i wypuścił rurą wydechową całą pensję, też będzie miała "ryski i wgniotki" oraz inne "ślady użytkowania" i znowu pojedzie pięćset kilometrów na marne, wymamrotał:
- Ja w sprawie autka. Czy cena jest do negocjacji?
- Masz pan napisane, że do małej. I tak masz pan tanio!
Odpowiedział, już na wstępie z lekka zirytowany pytaniem Tadeusz.
- Ale takie są gdzie indziej po osiemnaście...
- Taaa, plus naprawa dwadzieścia! To jedź se pan kupić za osiemnaście! Mój nie ma nawet ryski i jest za dwadzieścia!
- A jakieś wgniecenia?
- Była ryska na zderzaku, to żem pomalował i nawet nowy zderzak żem kupił.
- A ten przebieg, to oryginalny? Ma pan potwierdzenie?
- Panie! Dziadek z 1925 roku tym jeździł. Do kościoła tylko i na zakupy. Samochodzik jest jak nowy! Lać i jeździć! Panie igiełka! Dla żony przywiozłem, ale ona chce kombi, eee ... to znaczy mniejsze chce, takie Lupo, czy coś... Że to za duże dla niej, mówi. Jak pan zobaczysz, na pewno pan kupisz. Jak nowy, mówię.
- A bezwypadkowy jest na sto procent? Bo ja rodzinę chcę wozić.
- Nawet na dwieście! Mówię, że zderzak był przerysowany i tyle.
- To niech mi pan poda adres, ja już wyjeżdżam. Tylko mam pięćset kilometrów, to myślę, że mówi pan prawdę. Jak jest porysowany - to nie kupię. Przytrzyma mi go pan do popołudnia?
- Tak jedź pan. Nie sprzedam komu innemu. Byłeś pan pierwszy, to przytrzymam.




    Po ośmiogodzinnej podróży w niewygodnym i głośnym Lanosie, oczom Kazimierza i jego zięcia ukazał się, zaparkowany na podwórku, pod stodołą, piękny, lśniący Golf VI. Oniemieli. Toż to okazja nad wszelkimi okazjami! Lakier jak nowy! Wszystko jak nowe! Prezent od obywatela niemieckiego dla obywatela polskiego!
- Zenku, pogadaj z panem, ty taki wygadany jesteś, żeby urwał jeszcze z tysiąca i bierzemy! Ten ubek spod dziewiątki na zawał zejdzie jak zobaczy cośmy trafili!
Szepnął Kazimierz do zięcia.
Zięć pogadał, Tadek urwał. Pojechali na jazdę próbną. Toż to porównania do Lanosa nie ma!- pomyślał Kazimierz, manipulując przy klimatyzacji. - Tym się płynie, nie jedzie!
- Troszkę mi go ściąga na lewo
Zauważył po przekroczeniu 80 km/h.
- Aaa... to na pewno koło dopompować trzeba.
Stwierdził właściciel, bagatelizując uwagę "przypalonego" Kazia
- No laleczka! Podoba mi się! Piszemy umowę.
Nowy nabywca nie przejął się, że w rubryce "sprzedający" (a dokładnie Verkäufer), widnieją dane jakiegoś Niemca. Widocznie tak ma być - pomyślał, podając swoje dane z dowodu.
    Zapłacili, pojechali. Z racji tego, że wskazanie zasięgu na komputerze pokładowym wyświetlało 0 km, podjechali na stację benzynową zatankować. Zjedli po hot-dogu, napompowali koła i ruszyli w dalszą podróż do domu. Wskazanie komputera nie zmieniło się - dalej zasięg był zerowy, a Golfa nadal "ciągnęło" na lewo...




Dar od wnuczka
 

    Zaraz po zdaniu egzaminów na prawo jazdy, młody Alex udał się ze swoim dziadkiem -Wolfgangiem do salonu Volkswagena, zamówić prezent obiecany na tę okazję. Wybór padł na Golfa VI z dwulitrowym silnikiem TDI. Kolor czarny, jako dodatkowe wyposażenie wnuk wybrał sobie tapicerkę ze skóry oraz osiemnastocalowe felgi aluminiowe. Po odbiorze samochodu, zarejestrowanego na dziadka, Alex zamówił sobie jeszcze sportowe zawieszenie i nietani wydech końcowy Remusa.
    Biorąc pod uwagę, że młody posiadacz Golfa VI dostał pracę w miejscowości odległej o osiemdziesiąt kilometrów i pięć razy w tygodniu musiał tam dojechać, prezent od dziadka okazał się bardzo przydatny. Przebieg Golfa rósł jednak dosyć szybko. Niestety, nowe auta nie są już tak trwałe, więc dosyć często samochód lądował w serwisie. Na ilość awarii wpływał też fakt, że chłopak, z racji młodego wieku, nie obchodził się z prezentem zbyt delikatnie. Weekendowe wypady na imprezy ze znajomymi zazwyczaj wiązały się z "paleniem gumy" (na ile moc pozwalała) i wyścigami poza miastem.
    Pewnej sobotniej nocy młody Niemiec "nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze" i na łuku wypadł na lewy pas, wprost pod nadjeżdżąjące z naprzeciwka auto. Huk był straszny, na szczęście poza złamaną ręką u młodego kierowcy i potłuczeniami innych uczestników zdarzenia, nic się nikomu nie stało.
    Gorzej było z naszym głównym bohaterem, czyli Volkswagenem. Lewa podłużnica przestała istnieć, poduszki powietrzne odpaliły, a siła uderzenia wyrwała wręcz silnik. Tej nocy Golf zyskał pewną cechę, właściwą pojazdom emigrującym w kierunku wschodnim - stał się autem "nur für händler oder export". Jakakolwiek naprawa auta nie wchodziła bowiem w grę z punktu widzenia bezpieczeństwa oraz opłacalności.


    Po kilku tygodniach firma ubezpieczeniowa wypłaciła Wolfgangowi pieniądze za skasowany pojazd, a ów wrak znalazł się w szeregu podobnych, na placu "Izmir Totalschaden". Śniady potomek Kara Mustafy - właściciel szrotu - wiedział, że samochód długo u niego miejsca nie zagrzeje. Cena - tysiąc osiemset euro miała pomóc szybko znaleźć na niego kupca.
    Tak też się stało. Akurat swój cotygodniowy tour szrotowy kontynuował, wyposażony w "netbook za złotówkę" z dostępem do sieci za dwieście netbooków miesięcznie oraz Iveco z lawetą i najazdami, pan Tadeusz Nicniepuka z Wielkopolski, szukając w niemieckim necie i po okolicznych "okazjodajniach" "igiełki" na handel. Gryząc, przygotowaną jeszcze w Polsce przez żonę, bułkę z kotletem mielonym i jajkiem, wszedł na stronę pobliskiego "Izmir Totalschaden". Niejedną okazję znalazł już u przyjaciela Osmana, niejeden tysiąc euro zarobił.
    Kiedy zobaczył w ofercie czteroletniego Golfa VI ze zmiętym przodem, przypomniało mu się, że ostatnio chłopaki "na dziupli" cięli właśnie takiego samego. Szybki telefon zaufania, znajomy potwierdził, że są "na stanie" części w promocyjnych cenach i pan Tadeusz ruszył do Turka po rozbitka.
Na miejscu zawahał się chwilkę, ponieważ na zdjęciach auto wyglądało troszkę lepiej, ale ostatecznie stargował trzysta euro, załadował kupę żelastwa na lawetę i pognał "nach Hause".
    Golf VI (tak przynajmniej wynikało z "papierów", bo patrząc z przodu, identyfikacja modelu była mocno utrudniona) na drugi dzień trafił w dobre ręce, a mianowicie w "ręce, które leczą", tanio leczą. Sąsiad Tadeusza - Zbyszek Blachowkręt - był naprawdę dobrym fachowcem. To znaczy potrafił czynić cuda, pod warunkiem, że nie wpadał akurat "w ciąg". Dawno temu robił nawet auta dla pewnego ASO, ale po aferze w internecie (ktoś gdzieś wygadał się, że serwis naprawia blacharkę u podwykonawcy w stodole, pojawiły się zdjęcia i zrobił się mały skandal) zerwano z nim umowę. Wtedy to właśnie urażona ambicja Zbyszka pchnęła go w "nadużywanie". Reasumując - fachowiec dobry, ale jak się ręka trzęsie, to "kątówka" lubi czasem sama zadecydować, jak ciąć blachy...
    Ponad miesiąc miejscowy "rzeźbiarz" walczył w przydomowym warsztaciku, by to coś, co przedsiębiorca "przytargał" z Niemiec wyglądało jak Golf VI. Kłopoty ze sprzętem oraz wspomnianym już utrzymaniem równowagi sprawiły, że wstawiona ćwiartka nie do końca równo "siadła". Ale, jak to stwierdził Donatello fachu blacharskiego - "trochę płaskownika, parę podkładek i będzie bezwypadek". Tak też się stało. Po ciężkich bojach z oporną materią, z blacharnio-lakierni wyjechał bezwypadkowy Golf "po dziadku"...



Dwa tygodnie później:
- Toż to okazja nad wszelkimi okazjami! Lakier jak nowy! Wszystko jak nowe! Prezent od obywatela niemieckiego dla obywatela polskiego!
Krzyknął do zięcia oniemiały z wrażenia Kazimierz Szukaj...























55 komentarzy:

  1. To nie show, to reality! Kiedyś pojechałem z kolegą oglądać opla, on się zna. Opel miał być bezwypadkowy, przebieg minimalny itd.
    Summa sumarum, okazało się, że oprócz dachu, wszystko było robione. Przebieg nieautentyczny itd. Jak wspomniałem, kolega się bardzo dobrze znał. Jako półniemiec, wykonał telefon do ichniego biura, przebieg był mooooocno zaniżony.
    Jak wychodziliśmy, już nowa familia śliniła się na to auto, dam 1 do 10- że go kupili.
    Standard.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jest! Nowa przypowieść ;-)
    Ciekawe, kiedy cebulaki zaczają, że nie ma nic za darmo? To naprawdę nic nie kosztuje: porównanie cen , rocznika, przebiegów, stanu etc. na M.de, A24.de z tym co u nas na A.pl i przekonanie się, że okazje nie istnieją (lub są w ilości jedna na zylion, ale i tak nie trafi na Ciebie;-) i lepiej zapłacić więcej niż potem stale drenować sobie kieszeń, bo "znowu coś wyszło" :-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to niestety jest. Krew mnie zalewa, kiedy odbieram telefony w sprawie wystawianych przeze mnie aut kategorii "najtaniej na ..." Każdy oczekuje:
    - że jestem pierwszym właścicielem
    - że auto jest do końca serwisowane (najlepiej w ASO)
    - że auto ma 100% oryginalnego lakieru
    - że auto nie wymaga żadnego "wkładu finansowego"
    I tak bez końca.
    Zwariować można!
    A kiedy wystawiam jakieś auta drożej, bo są dobre - nikt nie dzwoni :-)
    Śmiech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co złego w tym ze auto ma oryginalny przebieg, jest serwisowane i ma lakier producenta...

      Usuń
    2. czytaj ze zrozumieniem

      Usuń
    3. Z tego wnioskuję, że sprzedajesz szroty, bo na dobrych byś nie wyżył?

      Usuń
    4. To źle wnioskujesz, bo z tego wynika, że każdy woli kupować szrot niż dobry samochód w odpowiedniej cenie.

      Usuń
  4. "netbook za złotówkę" z dostępem do sieci za dwieście netbooków miesięcznie
    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jaka jest gwarancja ze auto za więcej będzie tyle warte ? Toć w komisach i drogie i tanie miny czekają :)

    ps. Czyta się przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwarancji nie ma. Trzeba sprawdzać, ale zmierzam do tego, że klienci szukają najtańszego, a oczekiwania mają dokładnie takie, jakby to miało być auto nowe. Prośba do wszystkich - dzwonisz po jedno z najtańszych, to nie zadawaj pytań zamieszczonych przeze mnie dwa posty wyżej. Zapytaj raczej, czy auto jest "na chodzie", czy trzeba dużo przy nim jeszcze zrobić itp.
      Nie oczekuj, że mielonka turystyczna będzie tak samo smakowała, jak szynka parmeńska.

      Usuń
  6. hehe super. Gdzieś się tak nauczył pisać? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli tak, to chyba od "prezydęta" ;)

      Usuń
  7. Golf GTI w dieslu? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia poglądowe oczywiście ;-) Ten ładnie wyglądał. A przecież każdy raczej wie, że to jest tylko fikcja literacka. Takie, ani nawet podobne zdarzenie z całą pewnością nigdy nie miało miejsca u nas w kraju :-)

      Usuń
    2. Kolega naprawdę nie słyszał o GTD? ;)

      Usuń
    3. Przeciez napisal, ze silnik wyrwalo... :p

      Usuń
  8. Wymiękam z tych nazwisk ...
    W legendzie o mercedesie też leżałem ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj autorze. Mała prośba, która już kiedyś chyba padła - mógłbyś zrobić jakiś profil na facebooku dla bloga by tam pokazywały się informację o nowych postach? Nie chodzi o sam profil tylko o informację tą drogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu jest RSS - tak możesz sobie sprawić powiadomienia. ;)

      Usuń
  10. to tak prawie idento ja z tym kolesiem http://allegro.pl/okazja-golf-v-1-9-tdi-105-km-golf-5-i2877573591.html?utm_source=Facebook&utm_medium=LikeButton co to teraz ma pretensje do całego świata jak pojechał 600km przez PL za igłą w dobrej cenie hehe. Jak widać w całej PL jest tylko parę sztuk golfów. Pewnie cena grała rolę a teraz lament. 7 letni golf TDI -( już prawie 8 letni) i tylko 80 tyś nalatane buhaha Cebulak jak nic jak to ktoś fajnie napisał wyżej ;)

    pozdro dla kumatych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest popyt na tanie auta - co i produkt sie znajdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeglądałem Twoje ogłoszenia. Większość to stany "bardzo dobre" oraz "idealne" z niewielkim przebiegiem. Rozumiem, że stany słabe są sprzedawane na pniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  13. Piękny powrót do formy.
    Po legendzie o mercedesie, która skłoniła mnie do czytywania, było kilka mniej lub bardziej miałkich tekstów i tadaaaaaam. Świetny comeback :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Swietny tekst, taki prawdziwy, ze kilka lat temu podjalem decyzje, ze nie bede kupowal uzywek- czas, telefony, pieniadze, kilometry- wszystko jak krew w piach. Albo w specyficznych sytuacjach okazuje sie, ze uzywane auta (zwlaszccza w D) jakos tak strasznie nie traca na wartosci. Zawartosc stodoly Zbyszka Blachowkreta tez mialem okazje widziec- Passat bez tylu bo na Autobahnie ciezarowka nie zdazyla wyhamowac, to tylko lzejszy przypadek. Trudno, ekonomicznie to ja jestem tym frajerem, ktorego auta traca na wartosci po wyjezdzie z salonu, trudno moj wzgledny spokoj ciezko przeliczyc na pieniadze.

    vlad

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak to jest. Polacy kupują auta w/g schematu:
    - jak najmłodszy
    - jak najmniejszy przebieg
    - jak najlepsze wyposażenie
    - pierwszy właściciel
    - niepalone
    - bezwypadkowe
    - jak najtaniej

    I później jest płacz i lament.

    Moja historia.

    Kupiłem A6 2007 rok, 3.0 diesel, na full wypasie, przebieg UWAGA: 475 tyś. km, w Polsce wymieniłem przedni zderzak i prawy błotnik - nic poważnego, zwykłą obcierka. Zdjęcia przed naprawą były również udostępnione. Auto poza tym niebite, sprawdziłem ja, później ASO dla potwierdzenia. Oczywiście po wystawieniu, urywały się telefony, dlaczego taki duży przebieg, dlaczego taka wysoka cena, na pewno więcej było robione. Ehh, dlaczego i dlaczego, masakra. Skończyło się tak, że autko zamieszkało w moim garażu i jeżdżę nim po dziś dzień- bez żadnej usterki, nieplanowanej naprawy. Jedyne co w nim zrobiłem w tym czasie to- sezonowa wymiana płynów i filtrów, a dodatkowo wymiana tarcz i klocków - nieco szybciej się zużyły :> ale już nauczyłem się je odpowiednio eksploatować. Ma teraz ok 700tyś km i dalej jest żwawe.

    Do czego zmierzam, znajomy kupił ostatnio samochód, oczywiście według schematu, który opisałem powyżej. Kupił sztandarowy model VW. Passat z 2001, 1.9 tdi, z symbolicznym przebiegiem 175 tyś. km. Autko ładnie się prezentuje z tym, że miesiąc jeździ, a miesiąc stoi w warsztacie! - Kupił taką padakę, że szkoda mówić.

    Puenta: Szukajcie aut nieco droższych niż średnia cena u nas, weźcie pod uwagę to, że przebiegi po stronie niemieckiej będą zdecydowanie wyższe, co nie zawsze oznacza, że auto jest gorsze. Każde auto należy dokładnie obejrzeć, a jeśli się na tym nie znasz weź specjalistę, pojedź do ASO i poproś o wycenę i stan samochodu. NIGDY NIE KUPUJ NA OKO I WYGLĄ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wszyscy mysleli tak jak Pan to by ahmedo-mustafy w niemczech z glodu poumierali podobnie jak polscy janko-szpachlowancy.
      a tak i sasiad zazdrosci i franek-mechanik ma zarobek i zona nie truje dupy o stareautozduzymprzebiegiem. co roku tylko trzeba mankowi-wbijaczowi-pieczatki-do-dowodu postawic flache zeby po znajomosci dopuscil luxtorpede do ruchu. no i sciaga w prawo/lewo do tego czasami elektronika szwankuje cos cieknie z silnika ale co tam okazje kupilem....

      Usuń
  16. Tadeusz Nicniepuka hahaha padłem :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobry wpis, ale nie jest aż tak źle.

    Tak się śmiesznie składa, że mam dwa biura, jedno we Wrocławiu, drugie w Goerlitz. Raz w tygodniu robię tą trasę po A4, czyli głównej trasie ściągania używek do Polszy. Mam okazję widzieć lawety załadowane wozami z 'polskich' fabryk jadące do Niemiec i lawety zapakowane rozbitkami jadące do Polski.

    To, że ściąga się do Polski totalne rozbitki to fikcja. Po prostu to się nie opłaca. Za skasowany samochód można wziąć 1000-2000 euro. Rozbierając taki wrak można mieć więcej ze sprzedaży części. Z drugiej strony dla nabywcy to też kłopot. Robota droga no i nie wszyscy kupujący to tacy debile jak napisano. Jest tak jak w poprzednich wpisach - klienci są upierdliwi, zabierają samochody na przeglądy, mierzą lakiery itp.

    Co się ściąga do Polski? Z tego co widzę na A4 to lekko puknięte sztuki, które szybko można podpicować.

    Zauważyłem też, że musi istnieć jakiś 'tajny' rynek takich bryk, może jakiś plac prowadzony przez panów o alternatywnej pigmentacji. Na mobil.de jakoś nie widzę większej oferty wozików lekko pukniętych. Jest za to dużo podpicowanych, już gotowych.

    OdpowiedzUsuń
  18. Już dawno skończyło się niemieckie eldorado na fajne wózki, niemcy to nie debile i doskonale wiedzą, że każde auto sprzedadzą na wschód. Oni kupują nowe i zaczynają o nie, niedbać, bo i tak wiedzą, że polak czy ruski kupi. Ale to niemcy produkują czołowe marki i to oni dyktują warunki, my swój przemysł motoryzacyjny pogrzebaliśmy w popiele za pomocą skośnookich przybyszy ze hmmmm chyba wschodu, też i teraz skazani jesteśmy na to co niemcy dają hahahah w zależności od zasobności kieszeni mamy albo nówke z salonu albo "nówke" ze stodoły. Z drugiej strony podziwiam wszystkich debili którzy myślą że okazja właśnie czekała na nich jak w w/w przykładzie golfa takich aut są tysiące i należy się ich wystrzegać lepiej stracić kilka złociszy na kiełbaski w giełdzie czy też podróż na pięćset niż nabyć okazje od pana Nicniepuka. W sumie to każdy może sobie kupić szrota z unfalplaz i wyrzeżbić co chce hahahahha

    OdpowiedzUsuń
  19. Golf VI to naprawdę niezłą fura, z drugiej strony tylko czekać aż ten sam samochód ściągnie handlarz do polski nałoży trochę szpachli i wystawi na allegro jako nie bity prawie nowy Golf VI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Golf to golf - klasa średnia i chociażbyś nie wiadomo jak na niego patrzył to wciąż golf.

      W porównaniu do aut jeżdżących po naszych drogach to faktycznie "coś" ale jeśli porównasz do konkurencji to po prostu zwykły samochód.

      Stylistycznie nie porywa... jest po prostu poprawny.

      Usuń
    2. Ciekawe że tylko na wschód od Odry Golf jest klasą średnią... Na zachód od tej linii jest jednak kompaktem i to ciasnawym.
      Chyba,że chodzi ci o jakość konstrukcji - tutaj się zgodzę - średniak w swojej klasie.
      W Citroenie ZX-ie '93 miałem więcej miejsca i wygodniejsze wnętrze niż Golfie V '03.

      Usuń
  20. Osobiście znam faceta który zajmuje się naprawami aut z Niemiec, okazało się że to członek dalszej rodziny. Podobnie jak opisanie w blogu Pan ten zajmuje się naprawami dla pewnego ASO, jak i importem i naprawami aut z zachodu. Facet przyjmuje zmówienia od znajomych na dane auto, np ma być Passat w dieslu za 30 tysi. On już wynajduje wraki w DE i Francji i robi co się da żeby w 30 się zmieścić i zarobić. Pragę dodać że jego znajomi to komisy, i auta są dalej odprzedawane. Gdy zapytałem się go o możliwość sprowadzenia i zrobienia auta lekko rozbitego dla mnie (Superb 1.8 benzyna) odmówił ponieważ nie chce mieć mnie na sumieniu i że w rodzinie aut nie sprzedaje itp. Pragnę dodać że ostatnim hitem importowym są ople insygnie. Facet mimo że dobrze zna się na mechanice i nie jedno widział twierdzi że w przypadku tak dużego auta jak insygnia można jeździć bez poduszek itp bo auto jest duże. W ten sposób ma podobno czyste sumienie. Aha jeśli chodzi o opłacalność sprowadzania aut rozbitych to poniżej 30 tysi wkładu klienta nie mam mowy o współpracy. Jest tak ponieważ margines zarobku staje się minimalny biorąc pod uwagę koszty stale takie jak lawety i palio na transport.

    Tak czy siak przed zakupem polecam porównać ceny "bezwypadkowych" aut z danym przebiegiem u nas i na zachodzie i wyciągnąć z tego wnioski. Ja zostaje przy mojej leciwej toyocie z pewno źródła i zbieram na nowe auto z salonu.

    OdpowiedzUsuń
  21. To nic, ja znam warsztat który dokonywał cudów na "gwieżdzie" i to nie tylko my polacy kupujemy "nie bite" auta. Trzyletnie mesie wracały po naprawach w polsce do rodzinnego kraju jako keine unfal hahhaha i jakiś niemiec kupował niczego nie świadom, że w przebiegu auta jakieś 1500km to podróż po nowye "życie" w polsce.

    OdpowiedzUsuń
  22. Taka niestety jest prawda i niewiele lepiej jest z autami krajowymi. Szanse nabycia składaka po dzwonie lub trupa, który był intensywnie eksploatowany w firmie, są duże. Pamiętam, że szukając dla żony Yariski do dojazdu do pracy obejrzeliśmy ponad 20 aut zanim trafiliśmy na niezły egzemplarz, który też był daleki od ideału. Ogólnie moja rada to trzymać się Z DALA od komisów i nie napalać się na widok wypucowanego auta, bo to nic nie świadczy o jego rzeczywistym stanie technicznym. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. nie napiszę że "dobry wpis", będzie to "gili gili" dla autora, raczej pewne sprawy koleś przejaskrawił licząc na wasze tanie pochlebstwa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co Ty mowisz? a u nas na miescie wszyscy my mysleli ze to czyste FAKTY!

      Usuń
  24. takie teksty obowiązkowo powinni czytać wszyscy, którzy kupują używany samochód.

    OdpowiedzUsuń
  25. Część I:
    Przeczytałem wszystkie wpisy, ubawiłem się po pachy i nieco podbudowałem :)
    Też bawię się handlem samochodami, ale tak raczej zupełnie dla zabawy - pracuję normalnie, a handelek traktuję jako narzędzie do realizacji marzeń (skądś to znamy), co prawda asortyment mam nieco inny bo bardziej sprecyzowany - starsze roczniki Polonezów i Fiaty 125p :)
    Tyle że mi to tak zabawnie wychodzi że jak już trafiłem super egzemplarz na którym mogę dobrze zarobić to wcisnąłem na siłę do garażu (bo tam już stoi jeden co był na handel ale się został) i jak się rodzina czepia kiedy sprzedam to mówię że stoi i nabiera wartości, a w rzeczywistości nie mam zamiaru się z nim rozstawać ;)
    Jak czytam perypetie przy kupowaniu i sprzedawaniu samochodów to jakbym widział historie które mi się przytrafiły.
    Ile kilometrów zrobiłem żeby obejrzeć kupę gówna o której przez telefon słysząłem "Pan przyjedziesz, zobaczysz i z miejsca kupisz" (to że gościa nie zmieszałem z błotem było spowodowane było wyłącznie podyktowane jego podeszłym wiekiem, a jakoś nie potrafię takiemu pocisnąć, mimo że bezdyskusyjnie na to zasługiwał) tego nie zliczę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ile kretyńskich rozmów przez telefon i mistrzów oferujących 1/2 ceny z ogłoszenia a nawet samochodu nie widział.
    o fiut jakich mało. Ale zachowałem spokój i grzeczność ale przez całą drogę do domu miałem z pajaca polewkę.
    Kiedyś szukając dla mojego ojca VW Tourana w komisie prawie wpier**l dostałem, bo zacząłem się nabijać z bezwypadkowego Tourana który miał lakierowany cały bok, a z tyłu na błotniku miernik pokazywał 7 z przodu, a maska nie trafiała w grilla o jakiś 1cm, na co oburzony handlarzyna stwierdził że to 3-letni Touran a nie nowa S-klasa i one tak mają że maska nie leży jak powinna, no ciekawe... A po ostrej wymianie zdań wolałem szybko wycofać się na z góry upatrzona pozycję czyli mój samochód stojący przed komisem.

    OdpowiedzUsuń
  27. Z ciekawszych wspomnień jest też gość który kilka lat temu przyjechał oglądać moją Jettę II 1.6 Diesel która miała wtedy lat 18 i przebieg do uzgodnienia. Generalnie mechanicznie była bardzo zadbana bo wszystko do tego samochodu kosztowało grosze i większość rzeczy byłem w stanie przy niej zrobić sam, więc nie żałowałem, poprzedni właściciel czyli mój brat też nigdy nie żałował na jej utrzymanie. Ale przyjechał "Miecio-specjalista" pomogać znajomym w zakupie samochodu za porażające 3000zł, bo nieco ruda już Jettę chrupała.
    Złapał za drążek kierwoniczy i "Uuu maglownica do wymiany, luz jak ch*j" to mu powiedziałem że magiel wymieniłem jakieś 30 000km temu i jakoś nie wydaje mi się żeby już się zużył. Nacisnął na hak holownicy i "Uuu, amortyzatory do wymiany" to odparłem że chyba nie bardzo bo też mają z 10 000km... zmieszał się podszedł do przodu nacisnął i "No ale przednie amortyzatory to straszna padaka" no to mu mówię że wymieniałem jakiś miesiąc wcześniej, to stwierdził że mnie oszukali i nie wymienili, tyle że ja je wymieniałem osobiście, to stwierdził że mi gówno jakieś sprzedali, na co odparłem że jak dla niego Sachs to gówno to chyba nie mamy o czym gadać, to stwierdził że kupiłem podróbę i mnie oszukali... to nawet nie dyskutowałem dalej tylko odjechałem...
    I tak mógłbym pisać jeszcze długo.
    Generalnie bardzo dajny blog, dobra robota.
    Handel samochodami to nie jest prosta sprawa, zwłaszcza jak chce się być przy tym uczciwym co większości "kupowaczy" nie mieści się w głowach...

    OdpowiedzUsuń
  28. Przepraszam, nie moglem sie oprzec, zeby nie wrocic do tematu. Oto opis samochodu:

    CHEVROLET LACETTI 1,6 Pb, MOC 109 KM, PRZEBIEG 71500 KM. WŁAŚCICIEL TO 62-LETNI PAN, AUTO BARDZO POSZANOWANE, GARAŻOWANE. [...] DODATKOWO PRZYCIEMNIANE SZYBY TYŁ, ŚWIATŁA PRZECIWMGIELNE, ZAINSTALOWANE ŻARÓWKI LEDOWE W LAMPACH PRZEDNICH, TYLNYCH ORAZ WE WNĘTRZU POJAZDU [...] SAMOCHÓD ZAREJESTROWANY W POLSCE OD KILKU MIESIĘCY.

    To takie typowe dla 62 letnich panów - wziąć i wymienić lampy na ledowe i przyciemnić sobie szybki. No i kupić wozik za granicą parę miesięcy temu i od razu sprzedać w Polsce ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy planują zakup używanego auta.

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak też się cieszę ,ze trafiłam na ten blog :) Jestem szczęśliwą posiadaczką prawka od tygodnia, więc myślę nad kupnem czegoś małego i niedrogiego do wprawiania się w jeździe aby w razie draki nie było mi szkoda :)
    Patrząc na to co wu można wyczytać to dochodzę do wniosku że chyba sobie kupię malucha :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Przecież to logiczne, że ktoś, kto nie ma zbyt wiele kasy, niespecjalnie też wie, jak z tej niewielkiej kasy, którą ma, zrobić użytek.
    Jak kogoś stać - idzie do salonu. Jak nie - kupuje złom. Przecież sąsiad nie zna historii auta, a to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  32. Okazji nie ma. Kto chciałby sprzedać dobry samochód za marne grosze.

    OdpowiedzUsuń
  33. ahahahahahahahahah leże i wyję ze śmiechu :D :D :D masz talent. pisz więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  34. A ja kupiłem autko u handlarza sprowadzone od dziadka Niemca w idealnym stanie...dziadek lat 59...autko dokładnie sprawdziłem i mimo 9 lat jego stan jest idealny a lakier oryginał...są tylko dwie małe rysy - drobiazg...oczywiście zapłaciłem 2,5 tys.zł więcej niż cena rynkowa ale wiem że było warto !

    OdpowiedzUsuń
  35. Tak się zastanawiałem dlaczego w lewo go ściąga i jak bardzo był trafiony :)
    Dokumentacja pełna :)
    Tak po za tym, wystarczy poprosić o nr VIN przed kupnem i znaleźć historię auta, można zaoszczędzić czas, pieniądze i zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Co tu dużo mówić - samo życie. W ogóle po innych wpisach też widać, że wiesz (aż za dobrze), o czym piszesz. I mimo, że to zawsze handlarze są przedstawiani jako najgorsi kanciarze (co niestety zazwyczaj jest całkowicie zgodne z prawdą), warto właśnie też przyjrzeć się przeciętnemu nabywcy, który myśli, że za symboliczną złotówkę trafi na "igłę", wystarczy tylko upolować okazję!

    OdpowiedzUsuń
  37. Dlatego jak się chce kupić auto to bierze się zaufanego mechanika pod pachę i z nim jedzie kupować. A nie tak o, bo okazja. Srebro

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja tam w takie prezenty za grosz od niemca nie wierze. Jeśli chce sobie coś kupic za małe pieniądze to realne rzeczy

    OdpowiedzUsuń

Piszcie, komentujcie, krytykujcie! Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk czyta każdy komentarz i publikuje te, które nie godzą w podstawy socjalistycznego państwa ;-)